05.01.2014

5. Capitolo

   
     Pod drzwiami czekała na mnie piękna, przyozdobiona róża. Nie miałam pojęcia skąd się wzięła akurat pod moimi drzwiami. Czyżby była dla mnie? Aż zrobiło mi się gorąco. Podniosłam roślinkę z wycieraczki i weszłam do mieszkania. Poszukałam jakiejś wysokiej szklanki, w którą mogłabym włożyć róże. Postawiłam ją na stoliku w salonie i usiadłam na przeciwko niej. Od kogo? Przecież ja tu nikogo tak naprawdę nie znam, a więc kto by mógł ją podrzucić? I nagle przeraziłam się nie na żarty... A jeśli to ten włamywacz, kolega olbrzyma? Jak tylko przypominam sobie wydarzenia sprzed trzech tygodni to zbiera mi się na płacz. Gdyby nie zjawił się wtedy ten chłopak to...
- A może to On? - świadomość podsuwa mi pewną myśl
W natłoku łez, nowej pracy zapomniałam o moim bohaterze. Szczerze mówiąc, nie bardzo go pamiętam ale jedną rzecz zapamiętałam naprawdę dokładnie. Duże, czekoladowe oczy. Tamtej nocy odprowadził mnie pod kamienicę ale przecież nie pod drzwi, więc skąd by miał wiedzieć, które mieszkanie jest moje?! Nie. To na pewno nie On...
Burczenie w moim brzuchu stanowczo zakończyło bezsensowne rozmyślenia. Postanowiłam zjeść co nie co w knajpce La'Duca. Za ladą stał dziś James:
- Hej - przywitałam się radośnie, siadając na wysokim stołku barowym - Co dziś polecasz?
- Cześć, tortilla?
- Poproszę
Przyglądam się chłopakowi, gdy przygotowuje mój posiłek. Ubrany w granatowy t-shirt, idealnie dopasowujący się do jego sylwetki i tradycyjnie spięte włosy w kitkę:
- Bon Appétit - podsuwa mi pod nos, obłędnie pachnące danie i opiera się o ladę po drugiej stronie
- Mogę Cię o coś zapytać James?
- Dajesz
- Co studiujesz?
- Studiuje? - zdziwił się i zamilkł na chwilę -  Marketing i zarządzenie
- O to bardzo ambitnie. Tata musi być z Ciebie dumny
- Yhmm tak, tak - czułam, że chłopak nie chętnie chce rozmawiać o szkole dlatego też zmieniłam temat - Czym się interesujesz? - wiem, że to żałosne pytanie ale nic lepszego do głowy mi nie przyszło
- Muzyką, gram w zespole rockowym z kumplami. Może wpadniesz nas kiedyś posłuchać?
- Z miłą chęcią
- Naprawdę?! Było by super!
Po zjedzeniu dania, które nazwałabym niebiańskim, blondyn poczęstował mnie jeszcze zieloną herbatę. Przesiedzieliśmy jeszcze godzinę pod budką na rozmowie i poznawaniu się na wzajem. Umówiliśmy się, że jutro odbierze mnie z pracy i pójdziemy do kina. Jestem tu już tyle czasu, a dużo to ja tutaj nie zwiedziłam.
Pożegnałam się buziakiem w policzek i poleciałam do siebie, zostawiając go z ręką przyłożoną do policzka....



- Umówiłaś się?! - wrzasnęła Ana na zapleczu, gdy przed otwarciem kawiarenki rozpakowywałyśmy puszki kawy - No nareszcie coś się dzieje! A już myślałam, że może ty kochasz inaczej i wpadłam Ci w oko - wyszczerzyła się do mnie jak debilka
- Dzięki tej no naprawdę. Dla twojej wiadomości: kręcą mnie faceci, a nie szurnięte blond wariatki, które nie zawsze potrafią przeczytać godzinę na zegarze ze wskazówkami! - wytknęłam język
 - Raz! Raz, mi się zdarzyło źle odczytać godzinę a ty będziesz mi wypominać to do końca życia?! Każdy może się pomylić
- Ana jest zasadnicza różnica między jedenastą a czwartą.... - zapadła niezręczna cisza po czym wybuchłyśmy śmiechem
- Dobra jestem szurnięta, ale to już wiemy. Lepiej zdradź mi sekret z kim idziesz na tą randkę? - poruszyła znacząco brwiami blondyna
- To nie randka tylko zwykłe, koleżeńskie spotkanie. To miłe z jego strony, że mnie zaprosił
- Kochana, jeżeli facet zabiera Cię do kina to to zawsze jest randka!
- Głupia jesteś. James po prostu chce żebym lepiej poznała Włochy
- James? Seksowne imię - zamruczała - Cam, ogarnij się. Korzystaj z tego co Ci los podrzuca pod nogi
- Co masz na myśli?
- Bzyknij się z nim
- Czyś ty zgłupiała do reszty?!
- Jezu, ale z ciebie cnotka. Jesteś w totalnie innym kraju, weź się w końcu zabaw - puściła perskie oko
- Debil
- ... ale twój!
- Nie jestem taka. Po za tym jestem jak ptak. Wolna jak ptak... - zaśmiałam się
- Ptaszku! Może wzięłabyś się w końcu do roboty?!
Pan Salerno stał oparty o główną ladę z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. Widząc moją przestraszoną minę, westchnął tylko poirytowany i ruszył w stronę gabinetu, rzucają tylko przez ramię, żebyśmy mniej gadały, więcej pracowały. Ten człowiek nie wzbudza sympatii. W żadnym razie! Nie tylko ja gadam, a i tak tylko mnie się obrywa. Ana twierdzi, że musi się tylko przyzwyczai do mojej obecność i tyle...



W Cafe de Flore ruch był dość spory, przez co osiem godzin pracy minęło mi w mgnieniu oka. Dlatego jakie było moje zaskoczenie, gdy przed tarasem kawiarni zobaczyłam Jamesa w eleganckiej białej koszuli z małym bukiecikiem stokrotek:
- I niby to nie randka hę? - wyszeptała mi do ucha blondyna - Ale się wystroił no, no, no. Ładniutki
- Przestań! - zdenerwowałam się - dobra idę. Do zobaczenia jutro!
Gdy miałam już wychodzić Ana zawołała - Cama!
- Co?
- Chcesz gumki?!
- A chcesz w dziób?!
- I kto tu jest niby ptakiem buhaha - ryknęła śmiechem i tyle ją widziałam bo uciekła na zaplecze


Droga do kina minęła mi naprawdę miło, nawet nie było tak daleko jak myślałam. Po drodze starałam się zapamiętać każdy nawet najdrobniejszy szczegół Rzymu, który na nowo poznaję. Dzięki mojemu włoskiemu kompanowi i jego rozległej wiedzy na temat swojego kraju, zaczęłam się zastanawiać czy kiedy kol wiek Włochy mi się znudzą? Jak cu­dow­nie jest móc tuż przed snem zam­knąć oczy i od­wie­dzić swą krainę wyobraźni... Ja już nie muszę bo w niej jestem.
- Komedia czy horror? - zapytał James tuż przed kasą
- Wszystko mi jedno. Wybieraj
- "Jedz, módl się i kochaj"?
- Babski film? Serio? Nie masz ochoty na jakiś X-man'ów może?
- O nie. Zaprosiłem Cie do kina i to wyjście ma być przyjemnością dla ciebie
- A dla ciebie nie?
Spojrzał mi prosto w oczy mówiąc - Dla mnie już jest...

Wieczór minął mi przesympatycznie. Nie czułam się jak na randce, a wręcz przeciwnie! James to wspaniały kompan na takie wypady; uśmiechnięty, szarmancki, umiejący naprawdę słuchać... Ciekawa ile już tak zbajerował heh.
Pod kamienicą staliśmy jeszcze dobrą godzinę śmiejąc się razem z pary z kina, która siedziała obok nas. Mężczyzna dyskretnie w połowie filmu wyszeptał swojej partnerce, że chyba do siebie nie pasują. Jej reakcja mistrzowska. Jakież później było widowisko! Zdecydowanie lepsze od filmu! Stojąc tak rozbawieni, nawet nie zauważyłam kiedy nasze twarze dzieliło ledwie parę centymetrów.  
Nie dobrze...
- Spotykasz się z kimś? - zapytałam robiąc nieznaczny krok w tył
- Nie, a ty?
- Nie i nikogo nie szukam "Chce być wolna jak ptak" - kolejny raz tego dnia powtórzyłam swój cytat - Dobrano James - dodałam szybko, cmoknęłam go w policzek i pobiegłam na górę.

Czekając, aż woda zagrzeje się na herbatę usiadłam sobie na blacie zastanawiając się, czy aby nie zachowałam się niegrzecznie w stosunku do Jamesa. Nawet mu nie podziękowałam za dzisiaj. Jest taki uroczy... Przypomina Ci jego co nie? - odezwało się nagle moje sumienie na co ciało zareagowało instynktownie się skulając ze strachu. De­mony przeszłości są częstym gościem mojej duszy...
Zeskoczyłam z blatu i podchodząc do okna przyglądałam się pół księżycowi. Czy te wszystkie złe wspomnienia kiedyś miną? Dlaczego tak cholernie trudno jest zacząć wszystko od nowa? Dlac.... Moje rozmyślenia przerwał telefon:
- Słucham?
- Camilla?! Ty już w domu?! A myślałam, że wrócisz nad ranem! - przewróciłam oczami
- Nie moja droga Anastasio. Jestem już w domu... Co potrzebujesz?!
- ... Skąd wiedziałaś, że coś chcę? No dobra. Słuchaj dasz sobie radę jutro tak ze trzy góra cztery godzinki sama beze mnie w pracy? Mam coś do załatwienia na cito. Nie było by to dla ciebie problemem?
- Nie no, myślę że nie, ale co na to Salerno?
- Nim się nie przejmuj. Jutro go cały dzień nie będzie, dlatego chciałabym wszystko załatwić. To jak? Mogę na ciebie liczyć?
- Dobra. Mam nadzieje, że podołam
- Dasz sobie radę! Dziękuję Ci - cmoknęła w słuchawkę - Jutro musisz mi koniecznie ze szczegółami powiedzieć jak Ci minął wieczór!
- Dobranoc Ana! - i rozłączyłam się ze śmiechem.



Biorę je­den potężny wdech po­wiet­rza, wys­ta­wiając twarz za ok­no, czu­jąc za­pach mias­ta, ludzi i ich codzienność. Bo­se sto­py sta­wiałam po drewnianej po­sadzce prze­nosząc się po­woli w stronę łóżka, aby je zaścielić. Wstałam z dobrym humorem i za zadanie postawiłam sobie, aby dotrzymać go do końca dnia...
Wychodzę z kamienicy i wąski­mi uliczka­mi Rzymu kieruję się ku ka­wiar­ni. Z czasem nawet ją polubiłam. Czuję, że wra­cają mi siły. Czuję się pewna siebie w niedbałym koku na głowie i grubą czarną kreską a'la kocie oka stworzoną za pomocą eyelinera. Co prawda nienawidzę swojego mundurka pracowniczego (składającego się z białej koszuli z kołnierzykiem i wyszytym imieniem oraz granatowej ołówkowej spódniczki) ale nawet ona mi dzisiaj jakoś nie przeszkadza.
Rezygnując z tramwaju, postawiłam dziś na ruch. Co prawda wciąż boję się sama spacerować, lecz tylko wieczorami. Za dnia już się tak nie boję... Instynktownie spoglądam na mały srebrny zegarek, który dostałam od taty na osiemnaste urodziny. Mam jeszcze pół godziny. Spokojnie...
Tata. Powinnam do niego zadzwonić. O dziwo nie tęsknię za domem. Pier­wszy raz po­ważnie po­myślałam o tym, że tak dobrze mi tutaj, że nawet nie mam ochoty tam dzwonić. Już dawno zwątpiłam, że kiedyś będzie dob­rze, że da­m so­bie radę z tym wszystkim. Z Mary... że będziemy szczęśli­wi jak na początku, jak wte­dy kiedy wszystko było normalne. By­liśmy ta­cy bez­tros­cy, szczęśli­wi.
Dziś mie­rzę się z codzien­nością, pra­cuje, stu­diuje. Sta­ram się po­godzić wszys­tko ze sobą i mieć czas dla siebie. Na razie idzie mi nie najgorzej.

Mija już godzina trzynasta. Mimo, iż Any jeszcze niema idzie mi dobrze. Dziś pogoda jest bardzo słoneczna, dzięki czemu większość ludzi siedzi zapewne nad morzem lub pod fontanną Di Trevi. Opieram się o ladę i podziwiam obraz za oszkloną ścianą.
- Dobrze, że tutaj przyjechałam - myślę sobie skubiąc serwetkę na małe kawałeczki.
Gdy z głośników radia wydobywa się piosenka Johna Mayera - Gravity, rozpromieniam się jak wariatka. Uwielbiam ją...
Nagły podmuch wiatru i dźwięk małego fioletowego dzwoneczka, informuje mnie, że przybył nowy gość do lokalu. Jeszcze chwilę pozwalam sobie zatopić się w rytm muzyki i ruszam do gościa, który postanowił usiąść w samym rogu sali. Nie zdając sobie nawet z tego sprawy, kołyszę się w rytm muzyki idąc do klienta:
- Dzień Dobry. W czym mogę służyć? - uśmiecham się do notesu, gotowa przyjąć zamówienie, ale mija minuta i nikt się odzywa...
Spoglądam na nowo przybyłego i... dostaję palpitacji serca...
- TO TY?! - mówimy równocześnie

Button BC


Szablon na zamówienie wykonała Yassmine. Współpraca z nią to czysta przyjemność! : )
Szablon wykonany przez Yassmine.